Aplikacja miała ujawnić jego własne chrapanie. Dziś smartfon śledzi sen bez opaski
Spis treści
Jules Goldberg nie planował kariery w technologiach medycznych. Chciał po prostu sprawdzić, czy naprawdę chrapie. Z tego prywatnego problemu powstał SnoreLab, aplikacja nagrywająca i analizująca chrapanie. Dziś jego firma rozwija także Sleepwave, który według twórców wykorzystuje głośnik i mikrofon smartfona do bezkontaktowego śledzenia ruchu oraz oddechu podczas snu.
Historia SnoreLab zaczęła się w 2012 roku, gdy żona Goldberga skarżyła się na jego chrapanie. Twórca nie był programistą, więc nauczył się kodowania i zbudował pierwszą wersję aplikacji samodzielnie. Oficjalna strona SnoreLab potwierdza, że program służy do wykrywania, nagrywania i mierzenia chrapania, a także do obserwowania zmian po zastosowaniu różnych metod.
Smartfon jako dziennik nocnych odgłosów
SnoreLab nie jest urządzeniem, które samo „naprawia” chrapanie. Jego rola przypomina raczej dziennik: aplikacja pozwala sprawdzić, kiedy i jak intensywnie pojawiają się nocne odgłosy, a następnie porównać kolejne noce. To praktyczne podejście, bo przyczyny chrapania są różne. U jednej osoby znaczenie może mieć pozycja snu, u innej zwężenie dróg oddechowych albo problem wymagający konsultacji ze specjalistą.
Właśnie tu potrzebna jest ostrożność. Chrapanie bywa tylko uciążliwe dla partnera, ale może też towarzyszyć obturacyjnemu bezdechowi sennemu. NHS wymienia wśród sygnałów ostrzegawczych między innymi przerwy w oddychaniu, krztuszenie lub sapanie w nocy, częste wybudzenia, głośne chrapanie i nadmierną senność w ciągu dnia. W takiej sytuacji nagranie z aplikacji może być pomocnym materiałem do rozmowy z lekarzem, ale nie zastępuje badania.
Sleepwave chce wykrywać ruch bez zegarka
Nowszy projekt Goldberga idzie krok dalej. Sleepwave emituje z telefonu niesłyszalny, czysty ton i analizuje jego odbicie. Według opisu technologii PureTone Suprasound zmiany odbitego sygnału mają pozwalać wnioskować o ruchu, a nawet o oddychaniu osoby leżącej w pobliżu. Telefon ma znajdować się na stoliku, mniej więcej na wysokości materaca, z mikrofonem skierowanym w stronę śpiącego.
To odróżnia Sleepwave od rozwiązań wymagających zegarka lub czujnika zakładanego na ciało. Aplikacja ma również inteligentny alarm, który wybiera moment pobudki w określonym przez użytkownika przedziale. Twórcy podają, że sygnał jest analizowany lokalnie, a dane techniczne wykorzystywane do ulepszania algorytmów są anonimizowane. Są to deklaracje producenta, dlatego warto traktować je jako opis działania usługi, a nie niezależną ocenę medyczną.
Najważniejsze ograniczenie: aplikacja nie stawia diagnozy
Amerykańska Akademia Medycyny Snu ostrzega, że aplikacje i urządzenia do samodzielnej oceny ryzyka bezdechu sennego mogą dostarczać użytecznych informacji, ale nie potrafią rozpoznać choroby ani wiarygodnie jej wykluczyć. Jeśli ktoś regularnie chrapie, budzi się z uczuciem duszności albo stale jest zmęczony, powinien skonsultować się z lekarzem. W diagnostyce wykorzystuje się odpowiednie pomiary oddychania i pracy organizmu podczas snu, nie tylko analizę dźwięku z telefonu.
Pomysł Goldberga jest jednak ciekawy z punktu widzenia technologii konsumenckiej. Zamiast dokładać użytkownikowi kolejny gadżet, wykorzystuje urządzenie, które i tak leży przy łóżku. Droga od małżeńskiej sprzeczki o chrapanie do aplikacji analizującej nocne odgłosy pokazuje, że czasem najlepszym początkiem produktu nie jest wielki plan biznesowy, lecz dobrze postawione pytanie: co właściwie dzieje się z nami, kiedy śpimy?
Źródła
Autor Artykułu
Paweł Lisowski
Paweł Lisowski - pasjonat technologii, komputerów i internetu. Od wielu lat śledzi rozwój sprzętu i oprogramowania, testuje nowe rozwiązania i dzieli się wiedzą z czytelnikami. Zafascynowany wpływem technologii na codzienne życie, tworzy praktyczne poradniki i inspiruje do świadomego korzystania z cyfrowego świata.