Mori to lampka z AI, która zachowuje się jak domowy pupil
Spis treści
OKA Technology pokazała Mori, niewielkiego robota-companiona, który ma bardziej towarzyszyć domownikom niż wykonywać za nich zadania. Urządzenie przypomina lampkę z grzybową kopułą, rozpoznaje znane osoby i reaguje na otoczenie ruchami, światłem oraz dźwiękami natury. To ciekawy przykład podejścia do sztucznej inteligencji, w którym najważniejsza nie jest produktywność, lecz spokojna obecność w domu.
Mori nie zastąpi głośnika z asystentem głosowym. Nie steruje inteligentnym domem, nie odtwarza muzyki na polecenie i nie odpowiada na pytania o pogodę. Zamiast tego może powitać właściciela, poruszać się w rytm muzyki, przechylić głowę, gdy coś przyciągnie jego uwagę, albo wycofać głowę do obudowy i stać się zwykłą lampką. Producent określa go mianem „Nature Companion”, czyli towarzysza inspirowanego naturą.
Robot ma reagować jak pupil
Za reakcje Mori odpowiadają kamera ukryta w przedniej części obudowy oraz mikrofony. Według opisu przytoczonego przez Digital Trends lokalne modele analizują obraz i dźwięk, a system nazwany Attentive Intelligence dobiera odpowiedź do sytuacji. Mori może rozpoznawać znajome osoby, zapamiętywać wcześniejsze interakcje i inaczej zachowywać się wobec gości.
OKA wykorzystuje także system V.I.B.E. (Vitality, Interaction, Bonding, and Emotion). Bierze on pod uwagę między innymi porę dnia, historię kontaktu z ludźmi i zwierzętami oraz kontekst w pomieszczeniu. W praktyce ma to oznaczać, że urządzenie nie będzie próbowało zwracać na siebie uwagi w każdej chwili. Podczas rozmowy telefonicznej lub kłótni powinno raczej pozostać ciche, choć długie korzystanie z telefonu może skłonić je do próby odzyskania uwagi domownika.
Najważniejszym testem będzie prywatność
Obecność kamery i mikrofonów w salonie naturalnie rodzi pytania o dane. OKA deklaruje, że surowe obrazy i nagrania audio są przetwarzane lokalnie, a następnie usuwane. Informacje o cechach twarzy używane do rozpoznawania znajomych osób mają pozostać na urządzeniu. Kamera wyłącza się po schowaniu głowy do trybu lampy, a mikrofony można dezaktywować dwukrotnym stuknięciem w kopułę.
To rozsądny kierunek, ale deklaracja producenta nie usuwa całego problemu. Kupujący powinni przed zakupem sprawdzić, jakie dane są potrzebne do konfiguracji, czy funkcje zależne od subskrypcji wymagają połączenia z serwerem oraz jak długo przechowywana jest pamięć interakcji. W przypadku urządzenia, które ma obserwować dom i dostosowywać zachowanie do mieszkańców, te informacje są równie ważne jak wygląd.
Mori jest drogi jak na lampkę
Mori ma niemal 12 cali wysokości i działa na baterii, więc można przenosić go między pomieszczeniami. Potrafi odtwarzać pejzaże dźwiękowe inspirowane naturą, świecić kolorami kojarzonymi z deszczem, lasem, ogniem i wiatrem, a także prowadzić proste ćwiczenia oddechowe.
Limitowana edycja Founder’s Edition kosztuje 649 dolarów i obejmuje dwa lata usługi oraz dwuletnią gwarancję. Wersja standardowa ma kosztować 799 dolarów. OKA nie podała jeszcze ceny subskrypcji po zakończeniu dołączonych dwóch lat. To ważny szczegół, bo o wartości Mori będzie decydować nie tylko sprzęt, lecz także to, ile funkcji pozostanie dostępnych po okresie startowym.
Mori pokazuje, że domowy robot nie musi być kolejnym urządzeniem do wydawania poleceń. Jednocześnie jego cena i konieczność zaufania kamerze sprawiają, że będzie produktem dla konkretnej grupy odbiorców: osób, które szukają nastroju i obecności, a nie automatyzacji całego mieszkania.
Źródła
Autor Artykułu
Paweł Lisowski
Paweł Lisowski - pasjonat technologii, komputerów i internetu. Od wielu lat śledzi rozwój sprzętu i oprogramowania, testuje nowe rozwiązania i dzieli się wiedzą z czytelnikami. Zafascynowany wpływem technologii na codzienne życie, tworzy praktyczne poradniki i inspiruje do świadomego korzystania z cyfrowego świata.