Ponad 400 aplikacji udawało niewinne narzędzia. W środku czekały deepfake’i
Spis treści
Nie każda aplikacja do tworzenia portretów zwierząt, nauki języków czy treningu jest tym, za co się podaje. Śledztwo magazynu WIRED ujawniło sieć ponad 400 powiązanych aplikacji i domen, które po instalacji mogły odsłaniać ukryty interfejs do tworzenia seksualnych deepfake’ów. To kolejny przykład ataku na proces weryfikacji aplikacji, w którym szkodliwa funkcja pojawia się dopiero po zatwierdzeniu programu.
Badacze przeanalizowali między innymi aplikację Viefur, reklamowaną jako narzędzie do tworzenia portretów zwierząt. Według WIRED pod niewinną warstwą znajdował się mechanizm pozwalający przesyłać zdjęcia ludzi i dodawać je do seksualnych scen generowanych przez AI. W zależności od źródła instalacji, języka, lokalizacji lub identyfikatora użytkownika serwer miał decydować, czy aplikacja pokaże zwykłe funkcje, czy ukryty interfejs.
Sieć była większa, niż sugerowały pojedyncze aplikacje
Analiza kodu i domen wskazała, że programy korzystały z tego samego zaplecza i wzajemnie odwoływały się do siebie. Badacz Maël Le Touz z firmy Infoblox zidentyfikował niemal 500 powiązanych domen, a według analizy cytowanej przez WIRED w szczytowym okresie rejestrowano około 30 nowych aplikacji i stron tygodniowo. We wrześniu 27 takich aplikacji było jeszcze dostępnych w Google Play, choć większość usunięto przed publikacją materiału.
WIRED opisuje też ślady prowadzące do chińskich deweloperów oraz hongkońskiej spółki KeLing Technology Limited. To ustalenia dziennikarskiego śledztwa oparte na analizie domen, kodu, polityk prywatności i danych kontaktowych. Firma nie odpowiedziała na pytania redakcji, a po ich wysłaniu część publicznych powiązań zniknęła.
Apple i Google mają zakazy, ale problemem jest „bait-and-switch”
Obie platformy formalnie zabraniają takich narzędzi. Google Play nie dopuszcza aplikacji ułatwiających tworzenie niekonsensualnych treści seksualnych ani aplikacji, które mają służyć do „rozbierania” ludzi. Apple 16 października 2026 r. doprecyzowało zasady dotyczące niekonsensualnych intymnych obrazów generowanych przez AI oraz aplikacji, które po akceptacji zmieniają swoje działanie na szkodliwe. Ten drugi schemat jest znany jako bait-and-switch.
Apple poinformowało WIRED, że po zgłoszeniu usunęło 19 aplikacji, w tym Viefur. Firma tłumaczyła, że programy w chwili przeglądu spełniały wymagania, a później zmieniono stronę internetową, z której pobierały treści. Google również usuwało aplikacje z opisanej sieci, ale nie odpowiedziało na pytania WIRED przed publikacją.
Dlaczego to ważne dla użytkownika?
Największe ryzyko nie polega tu wyłącznie na obecności jednej podejrzanej aplikacji w sklepie. Szkodliwy model działania łączy reklamę, aplikację, zewnętrzną stronę i płatności, a każdy element może wyglądać wiarygodnie osobno. Dlatego przed instalacją warto sprawdzić nazwę dewelopera, historię aktualizacji, politykę prywatności i opinie, a aplikacji żądającej przesyłania zdjęć nie traktować jak neutralnego edytora.
Warto też pamiętać, że wygenerowany bez zgody wizerunek intymny nie jest niewinnym żartem. Może stać się narzędziem nękania, szantażu lub przemocy. Jeśli aplikacja obiecuje „rozbieranie” osób ze zdjęć albo kieruje do nieudokumentowanych funkcji, najlepiej jej nie instalować, zgłosić ją w sklepie i usunąć przyznane uprawnienia.
Źródła
Autor Artykułu
Marek Kasperski
Marek Kasperski - Marek Kasperski to programista–entuzjasta, który po godzinach zanurza się w świecie nowych technologii i sprzętu komputerowego. Na pcarena.pl łączy wiedzę developerską z pasją do PC, pokazując czytelnikom, jak wybrać odpowiednie podzespoły i zoptymalizować sprzęt pod własne projekty. Pisze z perspektywy praktyka, dzięki czemu jego artykuły są jednocześnie techniczne, przystępne i pełne realnych doświadczeń.