Eka Robotics zebrała 150 mln dolarów na roboty, które czują siłę chwytu
Spis treści
Eka Robotics pozyskała 150 mln dolarów w rundzie Series A, a wycena spółki po inwestycji sięgnęła 1,45 mld dolarów. Startup chce rozwiązać jeden z najbardziej praktycznych problemów robotyki: nauczyć ramię szybkie i powtarzalne chwytanie przedmiotów o różnych kształtach bez zgniatania ich ani trenowania osobnego modelu dla każdego zadania.
Za spółką stoją Pulkit Agrawal, profesor MIT, oraz Tuomas Haarnoja, wcześniej związany z Google DeepMind. Rundę poprowadziły a16z i F-Prime. Informacje o finansowaniu i wycenie podał TechCrunch, natomiast a16z wymienia Eka Robotics na swojej liście spółek portfelowych.
Robot ma nie tylko widzieć, ale też czuć
Eka buduje model określany jako Vision-Force-Action, czyli system łączący obraz, siłę i działanie. To istotna różnica względem podejścia, w którym robot głównie rozpoznaje scenę i wykonuje zaplanowany ruch. Kamera może wskazać, gdzie znajduje się przedmiot i jak jest ułożony, ale ostatni etap chwytania wymaga informacji o kontakcie, oporze i nacisku.
Oficjalna strona firmy opisuje ten kierunek jako uczenie maszynowej inteligencji dla świata fizycznego w języku siły. Eka deklaruje, że jej model ma łączyć ogólność, wydajność i bezpieczeństwo oraz dostosowywać się do obiektów, zadań i otoczenia. To deklaracje producenta, a nie niezależny test laboratoryjny.
Delikatny chwyt i trening w symulacji
Według materiału TechCrunch robot Eka potrafi obsługiwać około 1500 przedmiotów o masie do 1 kg w ciągu godziny, a skuteczność chwytania ma przekraczać 95 proc. Dla porównania, w opisanym teście człowiek wykonywał około 600 takich operacji w tym samym czasie. Szczególnie efektowny był test z maliną: elastyczny chwytak i czujniki siły pozwoliły podnieść delikatny owoc bez jego zgniecenia.
Źródłem tej sprawności nie mają być wyłącznie nagrania ludzkich demonstracji. Eka wykorzystuje symulator fizyki do modelowania kontaktu z przedmiotami, a następnie trenuje zachowanie robota metodą uczenia przez wzmacnianie. Firma twierdzi, że w ten sposób może generować tysiące godzin doświadczeń w ciągu minut. To ważne, bo roboty uczące się tylko z pokazów często dobrze odtwarzają znane ruchy, ale gorzej radzą sobie z nieprzewidzianym kształtem, położeniem lub oporem obiektu.
Najtrudniejszy etap dopiero przed spółką
Udana demonstracja w laboratorium nie oznacza jeszcze gotowego produktu przemysłowego. Eka prowadzi pilotaże związane z sortowaniem i układaniem przedmiotów oraz manipulowaniem przewodami. Na linii produkcyjnej system będzie musiał działać przez miesiące, radzić sobie z zużyciem mechaniki i utrzymywać skuteczność mimo zmiany materiałów oraz warunków pracy.
To właśnie przejście z symulacji do rzeczywistego środowiska będzie najważniejszym testem. Spółka podaje, że jej chwytak kosztuje mniej niż 1000 dolarów i jest projektowany na 5 mln cykli pracy. Docelowo chce osiągnąć 20 mln cykli, czyli poziom kojarzony ze standardowymi ramionami przemysłowymi.
Jeśli te założenia się potwierdzą, model Eka może uzupełniać bardziej ogólne systemy planowania: jeden model zdecyduje, co robot ma zrobić, a Vision-Force-Action zajmie się fizycznym wykonaniem ruchu. Na razie największą wartością projektu jest jednak nie sama obietnica uniwersalnego robota, lecz próba połączenia szybkości, powtarzalności i delikatności w jednym układzie.
Źródła
Autor Artykułu
Paweł Lisowski
Paweł Lisowski - pasjonat technologii, komputerów i internetu. Od wielu lat śledzi rozwój sprzętu i oprogramowania, testuje nowe rozwiązania i dzieli się wiedzą z czytelnikami. Zafascynowany wpływem technologii na codzienne życie, tworzy praktyczne poradniki i inspiruje do świadomego korzystania z cyfrowego świata.